Jak nie jechać do Wiednia?

Stolica Austrii z wieloma wspaniałymi zabytkami, z kuchnią lubianą i znaną na całym świecie, to bardzo dobry kierunek na długi weekend. Wiedeń bardzo dobrze połączony jest pod względem komunikacji z naszym krajem, więc aby wyruszyć do niego, mamy do wyboru wszystkie możliwe środki transportu, może poza statkiem. Reszta dostępna w atrakcyjnych cenach. Niewątpliwym plusem miasta jest sieć metra, które dowiezie nas tam, gdzie zapragniemy, w bardzo krótkim czasie.

Byliśmy w Wiedniu dwa razy, nie były to wyjazdy czysto turystyczne, więc nie będę ich opisywać szczegółowo. Za to przygody, jakie mieliśmy podczas podróży pierwszej i drugiej to już inna kwestia.

Pierwsza wspólna podróż

Pierwsza podróż do Wiednia to dla mnie wyjątkowe wspomnienie, ponieważ była to moja i mojego wtedy jeszcze chłopaka pierwsza, wspólna, tak daleka podróż, jaką odbyliśmy. Na tę okazję wybraliśmy się na Dworzec Centralny w Warszawie, by zakupić bilety. Wykupiliśmy dwie kuszetki w sześcioosobowej kabinie. Niestety nie było innej opcji, ponieważ lepsze miejsca były już dawno wykupione. Kiedy już byliśmy szczęśliwymi posiadaczami naszych biletów, wyobrażaliśmy sobie jak będzie fajnie wyrwać się, choć na chwilę z rzeczywistości, która nas otacza.

W końcu nastał dzień podróży. Pociąg nadjechał zgodnie z planem, wsiedliśmy, zajęliśmy nasze miejsca. Oprócz nas w kabinie były jeszcze dwie dziewczyny, które miały miejsca na samej górze, my byliśmy na dole. Pozostawały jeszcze dwa wolne miejsca na środkowych kuszetkach. Pociąg ruszył. Poszliśmy spać.

Przystanek gdzieś w Czechach. Nagle słychać dobijanie się do drzwi, krzyki. Budzimy się. Konduktor puka do naszych drzwi. Otwieramy. Wchodzi do naszego przedziału, dwóch Czechów po libacji. Wdrapali się na swoje środkowe kuszetki i popłynęli w objęcia Morfeusza. Po mniej więcej godzinie, coś cieknie. Butelka z alkoholem pękła jednemu z niesfornych współtowarzyszy. Kuszetka mokra, a podróż jeszcze trochę będzie trwać. Pełni wiary, idziemy do konduktora i pytamy, czy nie ma wolnych innych miejsc. Niestety okazuje się, że konduktor nie jest nic w stanie zrobić z tym fantem i sami musimy sobie poradzić, (dziękujemy panie konduktorze za pomoc). Wróciliśmy na miejsca. Wpadliśmy na pomysł, że będziemy we dwoje spać na jednej kuszetce – zawsze to jakieś rozwiązanie. Na szczęście byliśmy wtedy jeszcze na tyle wymiarowi, iż bez problemu zmieściliśmy się razem na tej jednej malutkiej kuszetce. Teraz byłby problem.

Wnioski z pierwszej podróży

Ta sytuacja nauczyła nas, iż w podróży także ważna jest wygoda. I to bardzo. Jeśli mamy gdziekolwiek jechać pociągiem szczególnie nocnym wybieramy dwuosobowe kabiny, bez stresu możemy wtedy spędzić noc. Podróż mija spokojniej, nie musimy żyć ze świadomością, iż za chwilę znowu coś się stanie. Nie musimy także w środku nocy gnębić pana konduktora, który nie jest wcale taki chętny, jakby mogło się wydawać do pomocy. Wybierając się pociągiem w podróż, w dwuosobowej kabinie naszym głównym zmartwieniem jest wtedy tylko to, iż śpiąc na górnej kuszetce, jest duszno – a osoba śpiąca na kuszetce poniżej ma zawsze lepiej.

Druga podróż do Wiednia

Druga podróż do Wiednia odbyła się znanymi chyba w całej Polsce autobusami. Wypad miał być krótki – tylko i wyłącznie weekend w poniedziałek od razu do pracy. Początkowo mieliśmy wybrać się samolotem, jednak pomysłowa już wtedy żona swojego cudownego męża wymyśliła, iż „Kochanie, chodź, pojedziemy autobusem, będzie fajnie… zobaczysz…” jasne… fajnie się wtedy o tym tak myślało.

Przybyliśmy na przystanek Polskiego Busa. Mnóstwo ludzi na przystanku. Wsiadanie do tego autobusu przypomina sceny z filmów katastroficznych, kiedy każdy chce dostać się na pokład, by ratować swoje życie. Tymczasem, w tym przypadku każdy chce być pierwszy, by zająć legendarne pierwsze miejsca. Kiedy nie śpiesznie autobus ruszył, mogliśmy oddać się wszystkim zajęciom, które pozwalają na zabicie czasu. Jechaliśmy i, jechaliśmy i, jechaliśmy i, jechaliśmy i jechaliśmy… tak… wspaniałe przeżycie… Dodatkową atrakcję zafundował nam felerny fotel przed nami. Cały czas opadał na nas, umilając czas. Budząc się, to znowu zasypiając, snem bardzo krótkotrwałym przetrwałam drogę do Bratysławy. Od Bratysławy nie mogłam już spać… niestety… Takim o to sposobem dojechaliśmy do Wiednia, przetestowawszy kolejny środek transportu. Jednak gdy wracaliśmy w niedzielę znów czekała nas powtórka z rozrywki, znów trzeba było wsiąść i się przemęczyć nie śpiąc całą drogę w autobusie. Pójście od razu do pracy po takiej podróży nie należy do najlepszych pomysłów na świecie…

panorama-wiednia

P.S Jaki środek transportu lubisz najbardziej? Co robisz aby czas w podróży upłynął szybko? Pisz w komentarzach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge